
Niedźwiedź Bruno – Karol i Zdzisław budują domek
W lesie pachniało świeżą korą i mokrą trawą, bo rano przeszła krótka mżawka. Na polanie wciąż błyszczały kropelki, a między gałęziami przemykały promienie słońca. Zając Zdzisław dreptał szybkim krokiem, oglądając drzewa jedno po drugim, aż nagle stanął jak wryty.
Przed nim rósł wielki dąb. Miał gruby pień, mocną, nisko rozłożoną gałąź i miejsce, gdzie można było wygodnie usiąść.
– O! Tu! – zawołał Zdzisław. – To jest idealne miejsce na domek!
Lis Karol, który akurat podgryzał źdźbło trawy i udawał, że się nudzi, natychmiast podbiegł bliżej.
– Domek? Na drzewie? – oczy mu zabłysły. – To ja chcę taki z tajnym wejściem! I z zakamarkiem na skarby! I z tunelem, co prowadzi do… no… do jeszcze bardziej tajnego miejsca!
Zdzisław aż podskoczył.
– Spokojnie, Karolu! Najpierw domek ma być prosty i bezpieczny. Poręcz, solidna podłoga, nic nie może się chwiać.
Karol zrobił poważną minę.
– Bezpieczny może być. Ale niech będzie też… niezwykły.
Obaj spojrzeli na siebie i nagle wybuchli śmiechem.
– Budujemy razem! – powiedzieli jednocześnie.
Najpierw zaczęli zbierać patyki. Zdzisław wybierał grubsze i proste, a Karol łapał te najcieńsze, ale długie i sprężyste. Weronika, która skakała po gałęziach w pobliżu, przyniosła im kilka mocnych sznurków z trawy.
– Tylko nie wiążcie węzłów „na szybko” – ostrzegła. – Bo potem wszystko się rozplątuje!
– Ja umiem szybkie węzły! – pochwalił się Karol.
– Szybkie nie znaczy dobre – mruknął Zdzisław, kładąc patyki w równy stos.
Kiedy mieli już materiał, Zdzisław narysował patykiem na ziemi plan: kwadrat, wejście od strony pnia, poręcz z trzech gałęzi.
– O, proszę. Wszystko jasne – powiedział dumnie.
Karol pochylił się i obok tego planu narysował drugi: kręty tunel, schowek pod podłogą, „sekretne okienko do podglądania chmur” i mały balkon.
– A to jest jeszcze jaśniejsze! – oznajmił.
Zdzisław zmrużył oczy.
– To jest… bardziej… pokręcone.
– Tajemnicze! – poprawił Karol.
Zaczęli budować. Zdzisław robił ramę pod podłogę i mierzył wszystko „na równe kroki”. Karol tymczasem układał patyki tak, żeby powstała mała wnęka.
– Karolu, to jest środek podłogi – powiedział Zdzisław. – Tu ma być mocno, a nie pusto.
– Ale jak będzie schowek, to będzie fajnie! – odparł Karol. – W schowku można trzymać… hm… ważne rzeczy.
– A jak podłoga się zarwie, to wszystko poleci – burknął Zdzisław.
Karol prychnął, ale na chwilę odłożył patyki. Potem, kiedy Zdzisław odwrócił się po kolejne gałęzie, lis szybko doczepił „sekretny” balkon z boku.
– Gotowe! – szepnął do siebie z dumą.
Po godzinie pracy domek wyglądał całkiem nieźle… z daleka. Z bliska było widać, że jedna część jest porządna i mocna, a druga ma mnóstwo dołożonych patyczków, które wystawały w różne strony.
Jeleń Julian przechodził akurat obok i zatrzymał się na moment.
– Oho, domek na drzewie! – powiedział z uśmiechem. – Piękny pomysł. A czy on… troszkę… nie buja?
Zdzisław od razu się wyprostował.
– To przez dodatki Karola – stwierdził.
Karol uniósł nos.
– To przez to, że Zdzisław robi wszystko kwadratowo. Kwadrat nie jest przygodą.
– Przygodą nie jest też spadanie – odburknął zając.
Zdzisław chciał dodać poręcz, ale Karol w tym miejscu zrobił tajne przejście, więc poręcz nie miała się czego trzymać. Karol chciał zasłonkę z liści, ale Zdzisław twierdził, że zasłonka zasłania wejście.
– To ma być domek! – zirytował się Zdzisław.
– Właśnie, domek! – zirytował się Karol. – A domek bez tajemnic to jak… jak lis bez ogona!
– Lis bez ogona wciąż może stać na ziemi! – wypalił Zdzisław.
Zapadła cisza. Obaj spojrzeli na domek, a potem na siebie. I wtedy Zdzisław powiedział:
– Dobra. Próba. Wejdźmy i zobaczymy, czy działa.
Karol od razu wskoczył pierwszy na gałąź.
– Oczywiście! – zawołał. – Domek działa zawsze!
Zdzisław wspiął się ostrożniej. Domek skrzypnął. Potem znów. I jeszcze raz, trochę głośniej.
– Karol… – szepnął Zdzisław. – On mówi „trrrr”.
– To tylko dźwięk szczęścia – odpowiedział Karol, ale w jego głosie zabrzmiała niepewność.
W tej samej chwili boczny balkon poruszył się jak łódka. Jeden patyk wysunął się, drugi pękł, a cała „tajemnicza część” osunęła się miękko w dół na kupkę mchu. Karol i Zdzisław zdążyli zsunąć się po gałęzi na trawę, a domek… został w dwóch częściach.
Nikt nie ucierpiał, tylko nastroje im trochę opadły.
Zdzisław usiadł i spuścił uszy.
– Mówiłem… – powiedział cicho. – Proste jest bezpieczne.
Karol patrzył na porozrzucane patyki, a jego ogon przestał się ruszać.
– Chciałem, żeby było wyjątkowo… – mruknął. – A wyszło… no… wyjątkowo krzywo.
Przez chwilę żaden się nie odzywał. Nawet ptaki jakby śpiewały ciszej.
Wtedy na polanę wszedł Niedźwiedź Bruno. Niósł koszyk z jagodami i zatrzymał się, widząc miny przyjaciół.
– Widzę, że ktoś tu budował wielkie marzenie – powiedział spokojnie. – I marzenie się… potknęło?
Zdzisław westchnął.
– Karol wszystko komplikował.
Karol od razu prychnął.
– A Zdzisław robił nudno!
Bruno postawił koszyk i usiadł na pniu.
– A może obaj mieliście rację? – zapytał.
– Jak to? – zdziwili się.
Bruno wziął dwa patyki. Jeden położył prosto, drugi pod kątem.
– Jeden patyk jest stabilny, drugi sprytny, bo prowadzi w bok. Jeśli spróbujecie zrobić z nich jedno, które będzie jednocześnie proste i kręte… to zacznie się kłótnia. Ale jeśli zrobicie dwa kawałki i połączycie je w odpowiednim miejscu… powstanie coś naprawdę dobrego.
Zdzisław zmarszczył nos.
– Dwa kawałki?
– Tak – przytaknął Bruno. – Zdzisław buduje mocną bazę: podłoga, poręcze, wejście. Karol buduje swoją przygodę jako dodatek: schowek, zasłonka, tajne okienko. A potem łączycie to tak, żeby jedno nie psuło drugiego.
Karol spojrzał na Zdzisława.
– Czyli mogę mieć schowek… ale nie w środku podłogi?
Zdzisław przełknął ślinę.
– A ja mogę mieć poręcz… ale nie muszę zakazywać okienka?
Bruno uśmiechnął się szeroko.
– Właśnie tak.
Zebrali patyki od nowa. Tym razem Zdzisław układał podstawę dokładnie, a Karol budował swój „tajny moduł” obok, na niższej gałęzi. Jacek Jeżyk przyszedł i pomógł zrobić porządne wiązania.
– Węzły nie mogą być na szybko – mruknął, patrząc znacząco na Karola.
– Już wiem – odpowiedział Karol, i tym razem nie żartował.
Kiedy połączyli oba elementy, domek stał stabilnie. Miał bezpieczne wejście, mocną poręcz… i małe okienko, przez które naprawdę było widać chmury. A schowek? Był sprytnie z boku, w małej skrzynce z kory.
Weronika klasnęła łapkami, gdy to zobaczyła.
– Jest piękny! I nie buja!
Julian kiwnął głową.
– I ma charakter – dodał.
Zdzisław wszedł pierwszy. Oparł się o poręcz i uśmiechnął się z ulgą.
– Podoba mi się, że jest porządnie – powiedział.
Karol zajrzał do schowka i zaśmiał się cicho.
– A mi, że jest tajemniczo. I… że zrobiliśmy to razem.
Zdzisław spojrzał na niego.
– Wiesz… twoje tajne okienko jest fajne.
– A twoja poręcz uratowała mi ogon – przyznał Karol.
Bruno przyglądał się im z ciepłem w oczach.
– Widzicie? – powiedział. – Gdy macie różne pomysły, nie musicie wybierać jednego i walczyć o niego. Możecie ułożyć je tak, żeby się uzupełniały.
A domek na drzewie stał potem długo. I kiedy ktoś pytał, co jest w nim najważniejsze, Karol i Zdzisław mówili zgodnie:
– To, że pasuje do nas obu.



