Bajki o dinozaurach,  Dinozaury z Wielkiej Skały

Dinozaury z Wielkiej Skały – Kolekcja nie do oddania

Poranek w Dolinie Wielkiej Skały był miękki jak mech. Słońce dopiero wspinało się po niebie, ale już zdążyło ogrzać kamienie tak, że przyjemnie łaskotały łapy. Taro siedział na swoim ulubionym miejscu – na płaskiej płycie skalnej, z której widać było kawałek strumienia i czubek Wielkiego Drzewa.

Przed nim leżała kolekcja. Nie byle jaka kolekcja, tylko taka, którą Taro układał z powagą, jakby każdy kamyk był małą opowieścią.

Najpierw rząd gładkich, okrągłych kamieni – tych, które lubił toczyć po ziemi, gdy się zastanawiał. Potem kamienie w paski, które wyglądały jak małe zebroryby. Dalej kamyki z dziurkami, które Dono nazywał kamiennymi oczami, bo przez te dziurki można było podglądać świat.

Taro układał wszystko równo. Każdy kamień miał swoje miejsce i swoje znaczenie.

– Ten jest od mamy – mruknął pod nosem, przesuwając mały, jasny kamyk z zielonkawą kropką. – Znalazłem go, kiedy uczyła mnie rozpoznawać drzewa po liściach.

– A ten jest od Dono… – dodał, dotykając cięższego kamienia, który Dono kiedyś przyniósł z powagą, jakby wręczał skarb królewskiej rodzinie. – Powiedział, że pasuje do mnie, bo jest spokojny.

– A ten… – Taro zatrzymał łapę na niewielkim kamieniu w kształcie rogu. – Ten wyciągnęła Kika z błota i krzyczała, że uratowała go przed utonięciem.

Taro uśmiechnął się lekko, bo nawet kiedy tylko układał kolekcję, w głowie słyszał ich głosy.

Wśród tych wszystkich kamyków był jednak jeden wyjątkowy.

Leżał osobno. Gładki, chłodniejszy od innych, z jasną smugą przez środek, jakby ktoś przejechał po nim pazurem zrobionym ze światła. Pasował idealnie do łapy. Nie był największy. Nie był też najbardziej błyszczący. Ale gdy Taro go dotykał, w środku robiło mu się ciepło.

Bo ten kamień znalazł z tatą.

Pamiętał tamtą wycieczkę dokładnie: długą ścieżkę, trochę stromą, słońce, które raz świeciło prosto w oczy, a raz chowało się za liśćmi. Tata mówił wtedy spokojnie:

– Skarby nie zawsze krzyczą: „Hej, jestem skarbem!” Czasem trzeba umieć patrzeć.

A Taro patrzył. I znalazł ten kamień w szczelinie między dwoma głazami. Jakby czekał właśnie na niego.

Teraz Taro przesunął go delikatnie na sam środek i ułożył resztę kolekcji wokół. Wszystko pasowało. Wszystko było na swoim miejscu.

I wtedy usłyszał znajome tupanie.

Kika wpadła na skałę jak wiatr. Za nią Rexi, który najwyraźniej próbował wyglądać na bardzo groźnego, ale po drodze prawie wpadł na krzak. Dono pojawił się spokojnie, jakby wcale nie przyszedł, tylko po prostu… był.

– Ooo! Kolekcja! – Kika pochyliła się nad kamykami tak blisko, że prawie dotknęła nosem jednego z nich. – To jest ten z dziurką! A to jest ten, co udaje jajko!

– Ten nie udaje jajka – poprawił ją Taro automatycznie. – On jest po prostu… owalny.

Rexi cmoknął.

– Mnie najbardziej interesuje, czy masz tu coś DUŻEGO.

Dono spojrzał na kolekcję i westchnął z zachwytem.

– One są wszystkie duże… w środku.

Kika już miała coś odpowiedzieć, kiedy usłyszeli dźwięk szkolnego kamienia – taki „stuk!” o „stuk!”, który oznaczał, że czas iść.

W szkole pachniało liśćmi i węglem do pisania. Pani Stego, która zawsze wyglądała, jakby w jej głowie były same porządne rzeczy, stanęła przed klasą i uniosła ogon.

– Uwaga, mali odkrywcy. Mam dla was zadanie – powiedziała. – Zrobimy wystawę „Skarby Doliny”. Każdy przyniesie coś wyjątkowego. Coś, co opowiada historię.

W klasie natychmiast zrobiło się głośno.

– Ja przyniosę pióro ptaka! – krzyknęła Kika.

– Ja przyniosę największy kamień, jaki znajdę! – zawołał Rexi, jakby już widział siebie jako zwycięzcę świata w kategorii „największe znalezisko”.

Dono podniósł łapę.

– A czy można przynieść trzy kamyki? Bo nie potrafię wybrać jednego.

Pani Stego uśmiechnęła się.

– Jeśli każdy ma swoją historię, to czemu nie?

Taro poczuł lekkie mrowienie w brzuchu. „Skarby Doliny”. Wystawa. Wszyscy będą przynosić rzeczy. Wszyscy będą je pokazywać. I…

Kika odwróciła się do niego z błyskiem w oku.

– Taro! Ten twój kamień ze smugą! On byłby idealny na środek wystawy!

Taro zamrugał.

– Jaki kamień? – próbował udawać, że nie wie, o co chodzi, choć przecież wiedział aż za dobrze.

– No ten! – Kika aż podskoczyła. – Ten, którego nie dajesz nikomu dotykać, jakby był ciasteczkiem!

Rexi nachylił się.

– Czekaj… masz kamień, którego nie dajesz dotykać? To znaczy, że jest bardzo ważny. Czyli… powinien być na wystawie!

Dono spojrzał na Taro uważnie, jakby czytał mu w oczach.

– Taro? – zapytał cicho. – Chcesz go pokazać?

Taro poczuł, jak w środku robi mu się ciasno.

– Zobaczę – odpowiedział szybko. – Może.

To „może” wypadło dziwnie. Zbyt twardo. Jak kamień, którego nie da się podnieść.

Po lekcjach Taro wrócił do domu wolniej niż zwykle. Nie dlatego, że droga była dłuższa. Droga była taka sama. Tylko w jego głowie było więcej myśli.

W domu usiadł przy swojej kolekcji i patrzył na wyjątkowy kamień inaczej niż rano. Rano był przyjacielem. Teraz… był czymś, co ktoś może zabrać wzrokiem, dotykiem, przypadkiem.

Taro wyobraził sobie, jak ktoś w klasie go podnosi.

Jak komuś wyślizguje się z łapy.

Jak kamień spada.

Jak się obtłukuje albo – co gorsza – gubi się gdzieś między liśćmi, a wtedy już nigdy…

– Przecież to tylko kamień – mruknął do siebie.

Ale to nie była prawda.

To był dzień z tatą. To była wędrówka. To było „patrz uważnie”. To było „zobacz, co znalazłeś”. To było uczucie, że zrobił coś sam.

I nagle Taro poczuł złość. Nie na Kiki, nie na Rexiego, nie na Dono. Na sytuację.

„Czemu ja mam się dzielić czymś, co jest moje?” – pomyślał. – „Czemu wszyscy chcą tego kamienia?”.

W tym momencie do domku wszedł tata. Był większy od Taro i miał spokojny głos, który działał jak cień w upalny dzień.

– Widzę, że coś cię dręczy – zauważył.

Taro skrzywił się.

– W szkole robimy wystawę. Skarby Doliny. I… wszyscy chcą, żebym przyniósł mój kamień.

Tata usiadł obok i nie powiedział od razu „tak” ani „nie”. Zamiast tego dotknął ziemi pazurem, jakby zastanawiał się razem z nim.

– A dlaczego ten kamień jest dla ciebie ważny? – zapytał.

Taro spojrzał na niego zdziwiony. Przecież to było oczywiste.

– Bo… bo znalazłem go z tobą.

– I co wtedy pamiętasz? – dopytał tata.

Taro zamknął oczy. Widział ścieżkę, słońce, liście. Słyszał: „skarby nie zawsze krzyczą”.

– Pamiętam, że musiałem się dobrze przyjrzeć. I że powiedziałeś, że to nie musi błyszczeć, żeby być skarbem.

Tata kiwnął głową.

– Widzisz? Ten kamień nie jest ważny, bo jest rzadki. Jest ważny, bo jest twoją historią.

Taro spuścił łeb.

– No właśnie. Dlatego nie chcę, żeby ktoś go dotykał.

Tata uśmiechnął się łagodnie.

– A czy pokazanie go oznacza, że go oddajesz?

Taro zmarszczył brwi.

– No… nie.

– Możesz postawić granicę – powiedział tata. – Możesz powiedzieć, że to na jeden dzień. Możesz go sam pilnować. A najważniejsze… możesz opowiedzieć, skąd się wziął. Wtedy ty dajesz coś więcej niż kamień.

Taro milczał chwilę, aż w końcu westchnął tak, jak westchnąć potrafią tylko triceratopsy – długo i poważnie.

– Na jeden dzień – powtórzył. – I ja opowiem o nim.

Tata szturchnął go lekko łbem.

– Brzmi jak plan.

Następnego dnia w szkole Taro miał uczucie, jakby w łapie trzymał nie kamień, tylko całe swoje serce. Przyniósł go owiniętego w liść i trzymał blisko siebie.

Kika podskoczyła pierwsza.

– Przyniosłeś?!

– Przyniosłem – odpowiedział Taro. – Ale tylko na jeden dzień. I… ja opowiem historię.

Rexi zrobił wielkie oczy.

– Tylko jeden dzień? A jak ktoś będzie chciał go oglądać dłużej?

– To nie muzeum Rexiego, tylko wystawa – wtrąciła Kika, nim Taro zdążył się spiąć.

Dono uśmiechnął się spokojnie.

– Dobrze, że powiedziałeś, jak chcesz. To uczciwe.

Wystawa była piękna. Pani Stego ustawiła pnie drzew jako stoliki, a liście powiesiła na gałęziach jak dekoracje. Na jednym pniu leżało pióro Kiki, które wyglądało jak strzała z nieba. Na drugim Rexi położył kamień tak wielki, że wszyscy zastanawiali się, jak w ogóle go przyniósł.

– Siłą charakteru! – oznajmił, choć wyglądało na to, że bardziej siłą… turlania.

Dono ułożył trzy kamyki w rządku i nadał im imiona. Jeden był „Bum”, drugi „Bam”, trzeci „Bim”.

– One się nie kłócą – wyjaśnił z dumą. – To kamienie z dobrym charakterem.

Kiedy przyszedł czas na skarb Taro, zrobiło się ciszej. Taro położył swój kamień na środku pnia. Jasna smuga zalśniła w słońcu, ale to nie ten blask przyciągnął uwagę.

– Ten kamień znalazłem z tatą – zaczął Taro, a jego głos był spokojny, choć w środku wszystko mu podskakiwało. – Szliśmy długo. Było gorąco. Chciałem już wracać. A tata powiedział, że skarby nie zawsze krzyczą, że są skarbami. Czasem trzeba patrzeć.

Dzieci słuchały uważnie.

– Znalazłem go między dwoma głazami. Nie był największy. Nie był błyszczący. Ale… kiedy go wziąłem do łapy, poczułem, że to mój skarb. Bo pamiętam ten dzień.

Zapadła cisza. Taka dobra cisza.

– Czy możemy dotknąć? – zapytał ktoś szeptem.

Taro przełknął ślinę. To był moment, którego się bał. Ale teraz… wcale nie czuł strachu tak mocno jak wczoraj. Kamień wciąż był jego. Historia wciąż była jego. A on sam decydował.

– Możecie popatrzeć bardzo blisko – powiedział. – A jeśli chcecie dotknąć, to… tylko wtedy, gdy ja go trzymam.

I tak zrobił. Trzymał kamień w łapie, a po kolei każdy mógł przesunąć po nim pazurkiem. Delikatnie. Ostrożnie. Jak po czymś ważnym.

Kika spojrzała na Taro i uśmiechnęła się szeroko.

– Taro… to jest najlepszy skarb. Bo ma opowieść.

Rexi mruknął, udając, że mu nie mięknie pyszczek.

– Dobra… moja skała też ma opowieść. Opowieść o mojej sile. Ale… twoja jest lepsza.

Dono skinął głową.

– Widzisz? Nie oddałeś kamienia. Oddałeś kawałek historii.

Po wystawie Taro wrócił do domu i ułożył kamień z jasną smugą na jego miejscu. Kolekcja wyglądała tak samo jak wcześniej… a jednak była inna.

Bo teraz ten kamień miał dwie historie: jedną z tatą i jedną z klasą.

Następnego dnia Kika podbiegła do niego na Wielkiej Skale Zabaw.

– Dobrze, że go nie oddałeś – powiedziała.

– Ale dobrze, że się nim podzieliłeś – dodał Dono, który pojawił się obok jak zwykle bez hałasu.

Taro spojrzał na kamień, a potem na przyjaciół.

– Też tak myślę – powiedział cicho. I poczuł, że to prawda.

Jak podobała Ci się bajka? 🌟

Średnia ocena: 5 / 5. Liczba oddanych głosów: 9

Oddaj pierwszy głos!

Przykro nam, że bajka nie przypadła Ci do gustu 😟

Pomóż nam się poprawić 🚀

Powiedz, czego zabrakło Ci w tej bajce

Jestem założycielem bloga i autorem bajek na bajkidoczytania.online. Po latach tworzenia opowieści "do szuflady" zdecydowałem się regularnie publikować je na blogu. Mam nadzieję, że Ty i Twoje dziecko znajdziecie tu coś dla siebie :)

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Bajki dla dzieci do czytania | Darmowe bajki na dobranoc
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.