Kosmiczne Dzieciaki – Planeta Świecących Kwiatów
Planeta świecących kwiatów - bajka o kosmosie dla dzieci
Bajki o kosmosie,  Kosmiczne Dzieciaki

Kosmiczne Dzieciaki – Planeta Świecących Kwiatów

Na pokładzie statku kosmicznego Błysk 7 panowało lekkie zamieszanie. Filip przyglądał się holograficznej mapie, na której pulsował nowy sygnał SOS, Lena wertowała księgę galaktycznych encyklopedii, a Foster, ich wierny pies, turlał się po macie, udając, że walczy z niewidzialnym przeciwnikiem.

— Mam nowy sygnał! — zawołał Blip, komputer pokładowy. — Tym razem pochodzi z Planety Świecących Kwiatów.

Lena uniosła wzrok.

— Planeta Świecących Kwiatów? To brzmi magicznie. Co się tam dzieje, Blip?

— Wygląda na to, że kwiaty, które oświetlają noc na tej planecie, przestały świecić. Mieszkańcy mają poważny problem. Bez światła w nocy wpadli w panikę i poruszają się z latarkami i lampionami. Potrzebują pomocy, aby przywrócić naturalne światło.

Filip spojrzał na Lenę z ekscytacją.

— Brzmi jak misja dla Kosmicznych Dzieciaków! Lecimy!

Foster podskoczył z miejsca, merdając ogonem.

— Świecące kwiaty? Mam nadzieję, że to nie znaczy, że na obiad zobaczymy jedynie światło.

Blip zachichotał swoimi cyfrowymi piknięciami.

— Przygotujcie się do lądowania. Wkraczamy na orbitę planety.

Kiedy Błysk 7 wylądował na powierzchni planety, drużyna zobaczyła, że cała okolica spowita jest w ciemności. Wszędzie widać było mieszkańców z latarkami, lampionami i świeczkami, którzy z trudem poruszali się w mroku. Noc była niesamowicie cicha, przerywana jedynie szumem wiatru i odgłosami kroków.

Na przywitanie przybył wysoki mieszkaniec o imieniu Orlan. Mężczyzna nosił jasny płaszcz i miał wyraz twarzy, który zdradzał zmęczenie. W dłoniach trzymał lampion, którego światło wydawało się za małe, by rozświetlić otoczenie.

— Witajcie, Kosmiczne Dzieciaki. Nazywam się Orlan i jestem burmistrzem tej osady. Dziękujemy, że odpowiedzieliście na nasz sygnał SOS — powiedział, lekko się kłaniając.

— Co się tutaj dzieje? — zapytała Lena, rozglądając się po ciemnej okolicy. Migoczące światła latarni w rękach mieszkańców przypominały maleńkie gwiazdy na tle mroku.

Orlan westchnął ciężko, jakby chciał z siebie wyrzucić całe zmęczenie ostatnich dni.

— Nasze świecące kwiaty, które od tysięcy lat oświetlały planetę nocą, przestały świecić. Bez nich noc stała się mroczna i przerażająca. Nikt nie wie, dlaczego tak się stało. Życie tutaj jest teraz niezwykle trudne. Nie mamy żadnego systemu lamp, bo nigdy nie był nam potrzebny. Każdy więc próbuje oświetlić sobie drogę jak tylko może.

Foster machnął ogonem, spoglądając na Orlana z zainteresowaniem. Jego psie oczy błyszczały w świetle lampionu.

— Może kwiaty potrzebują wakacji? Albo smaczków? — zasugerował z szerokim uśmiechem, który rozbawił Filipa i Lenę.

Orlan uśmiechnął się lekko, pierwszy raz od dłuższego czasu.

— To może nie być tak dalekie od prawdy. Proszę, pomóżcie nam odkryć, co się dzieje. Nasza planeta jest teraz pełna strachu i niepewności.

Filip, Lena i Foster udali się na pole świecących kwiatów, prowadzeni przez Orlana. Nawet w ciemności kwiaty wyglądały majestatycznie. Miały duże, miękkie płatki, które dawniej musiały emitować delikatne, ciepłe światło. Teraz jednak były matowe, zwiędłe, a ich łodygi pochylały się w geście niemocy. Cała polana, która kiedyś musiała być pełna blasku, wyglądała teraz jak opuszczony ogród, w którym czas stanął w miejscu.

— Wyglądają… smutno — zauważyła Lena, delikatnie dotykając jednego z płatków. Jego powierzchnia była sucha i szorstka, jakby kwiaty straciły swoją naturalną energię.

— Jakby nie tylko wody im brakowało, ale też… radości — dodał Filip, patrząc na matowy blask płatków. W jego głosie słychać było nutkę smutku.

Filip uklęknął, by zbadać ziemię wokół kwiatów. Przyglądał się jej uważnie, a każda drobna rysa i pęknięcie mówiły mu, że coś tutaj ewidentnie poszło nie tak.

— Gleba jest sucha jak pustynia. Może faktycznie brakuje wody? — zasugerował, przyglądając się spękanej ziemi, która pod jego dotykiem kruszyła się na drobne kawałki. — Ale jak coś tak pięknego mogło być tak zaniedbane?

Foster podszedł do jednego z kwiatów i powąchał go. Zmarszczył nos i odskoczył, po czym kichnął tak głośno, że Lena i Filip wybuchnęli śmiechem.

— Przynajmniej węszę trop — rzucił Foster, machając ogonem, jakby właśnie rozwiązał wielką zagadkę. — Choć mam wrażenie, że to nie był zapach świeżej wody, tylko… suszonej trawy.

Lena rozejrzała się po polu kwiatów, dostrzegając, że ich liście były zmatowiałe, a łodygi kruche, jakby miały się zaraz złamać.

— Może najlepiej będzie zobaczyć je za dnia — zasugerowała Lena, przyglądając się niepewnie ciemnemu krajobrazowi. — Wtedy będziemy mogli lepiej ocenić sytuację. Może światło słońca odsłoni coś, czego teraz nie widzimy.

Orlan zgodził się i zaproponował, że zaprowadzi ich do domu gościnnego na nocleg. Po drodze opowiadał o dawnej świetności ich planety, kiedy noce były tak jasne, że można było spacerować po lasach bez dodatkowego światła.

— Wiesz, Lena — powiedział Filip, idąc u boku siostry — mam wrażenie, że te kwiaty kryją więcej tajemnic, niż się wydaje. Może to nie tylko brak wody… Może ktoś lub coś sprawiło, że przestały świecić.

— Czasem rozwiązania są prostsze, niż myślimy — odpowiedziała Lena, zerkając na brata. — Ale jutro dowiemy się więcej. Za dnia wszystko wygląda inaczej, prawda?

Foster machnął ogonem idąc między nimi.

— Mam nadzieję, że znajdziemy coś, co będzie pachniało lepiej niż te kwiaty. Może znajdziemy… no, nie wiem, ciasteczkowe krzaki? Czemu nigdy nie trafiamy na takie planety? — rzucił z uśmiechem, rozładowując atmosferę.

— Jeśli znajdziemy ciasteczkowe krzaki, Foster, to wszystkie będą twoje — zaśmiała się Lena. — Ale na razie skupmy się na kwiatach.

Wkrótce dotarli do domu gościnnego, gdzie mieszkańcy przygotowali dla nich ciepły posiłek i wygodne łóżka. Noc minęła spokojnie, ale wszyscy czekali z niecierpliwością na jutrzejsze odkrycia.

Następnego ranka drużyna powróciła na pole kwiatów. W świetle dnia ich zwiędłe i matowe płatki wyglądały jeszcze bardziej niepokojąco. Lena zauważyła, że w pobliżu brakuje jakichkolwiek urządzeń nawadniających. Filip przyjrzał się okolicy i dostrzegł suche koryta, które kiedyś musiały prowadzić wodę do pól.

— To wyjaśnia, dlaczego gleba jest tak sucha — powiedziała Lena, kucając przy jednym z koryt. — Ale kto dotychczas dbał o te kwiaty?

Orlan zmarszczył brwi, jakby próbował przypomnieć sobie coś ważnego.

— Kiedyś mieliśmy naczelnego ogrodnika, starszego pana o imieniu Alvar. Był niezwykle oddany swojej pracy. Ale kilka lat temu odszedł na emeryturę. Nikt nie wiedział, czym się dokładnie zajmował, ale teraz myślę, że jego praca była bardziej skomplikowana, niż nam się wydawało.

Drużyna udała się do Alvara, który mieszkał w małym, przytulnym domku na skraju lasu. Starszy mężczyzna, z białą brodą i łagodnym uśmiechem, przywitał ich serdecznie.

— Dlaczego nikt nigdy nie zastąpił pana, gdy przeszedł pan na emeryturę? — zapytała Lena.

Alvar westchnął, spoglądając na swoje narzędzia ogrodnicze.

— Nikt nigdy nie interesował się moją pracą. Spodziewałem się, że tak może się stać, ale nikt nie zapytał o moje obowiązki. Myśleli, że kwiaty po prostu świecą same z siebie. Ale one potrzebują troski… jak wszystko w życiu.

Orlan, który przysłuchiwał się rozmowie, zrobił krok naprzód.

— Jeśli pomożesz mi zrozumieć, jak dbać o te kwiaty, zostanę nowym ogrodnikiem. Przynajmniej do czasu, aż znajdziemy kogoś, kto będzie chciał przejąć tę pracę na stałe.

Alvar uśmiechnął się z wdzięcznością.

— To wspaniale, że ktoś chce to kontynuować. Nauczę cię wszystkiego, co wiem.

Pod okiem Alvara Orlan nauczył się podstaw pielęgnacji świecących kwiatów. Drużyna pomogła w organizacji nawadniania, a mieszkańcy ochoczo zaangażowali się w podlewanie kwiatów. Filip i Lena doradzali, jak stworzyć harmonogram opieki nad roślinami.

W ciągu kilku dni kwiaty zaczęły odzyskiwać swój blask. Najpierw pojedyncze płatki zaczęły lśnić, a potem całe pola rozświetliły noc ciepłym, magicznym światłem. Widok był tak piękny, że mieszkańcy stali w milczeniu, podziwiając rezultat wspólnej pracy.

Mieszkańcy zorganizowali wielkie święto na cześć Orlana, Alvara i Kosmicznych Dzieciaków. Na niebie rozbłysły fajerwerki, a planeta znów lśniła swoim dawnym blaskiem.

— Dzięki wam nasza planeta znów jest pełna życia i światła — powiedział Orlan, wręczając drużynie mały, świecący kryształ jako symbol wdzięczności.

Na pokładzie Błysk 7, Foster rzucił humorystyczną uwagę:

— Mam nadzieję, że następny sygnał SOS będzie od kogoś, kto potrzebuje pomocy z ciasteczkami, a nie z kwiatami.

Lena zaśmiała się, patrząc na Filipa i Blipa.

— Czas na kolejną przygodę! Gotowi?

Filip, z zapałem w oczach, odpowiedział:

— Zawsze gotowi!

Statek uniósł się w przestrzeń kosmiczną, a na Planecie Świecących Kwiatów znów zapanował spokój i światło, przypominające wszystkim, jak wielką moc ma współpraca i troska o naturę.

🚀 To już koniec tej historii… ale to nie koniec przygód!

📖 Podobała Ci się ta bajka? To tylko część niezwykłego świata, który tworzę z pasją dla dzieci i rodziców. W moim pierwszym e-booku znajdziesz jeszcze więcej pięknych, wciągających opowieści, które rozbudzają wyobraźnię i uczą wartości!

💛 Kupując e-booka, wspierasz moją twórczość i pomagasz mi dalej tworzyć darmowe bajki dla wszystkich! Dzięki temu ten blog może istnieć i dostarczać radość dzieciom każdego dnia.

📚 Kup e-booka tutaj

Dziękuję, że jesteś częścią tej bajkowej podróży! 🌟✨


Jak podobała Ci się bajka?

Naciśnij odpowiednią liczbę gwiazdek 🌟

Średnia ocena: 4.9 / 5. Liczba oddanych głosów: 28

Oddaj pierwszy głos!

Przykro nam, że bajka nie przypadła Ci do gustu 😟

Pomóż nam się poprawić 🚀

Powiedz, czego zabrakło Ci w tej bajce

Jestem założycielem bloga i autorem bajek na bajkidoczytania.online. Po latach tworzenia opowieści "do szuflady" zdecydowałem się regularnie publikować je na blogu. Mam nadzieję, że Ty i Twoje dziecko znajdziecie tu coś dla siebie :)

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *