
U Szymańskich – Domowy festiwal filmowy
W niedzielne popołudnie w domu Szymańskich panował spokój… a przynajmniej do czasu.
Julka leżała na podłodze w swoim ulubionym swetrze z niedźwiedziem i próbowała narysować kota, który wyglądał bardziej jak… ziemniak z ogonem. Jakub kręcił coś przy lampce, mrucząc pod nosem:
– Jeszcze tylko rezystor i taśma klejąca… W imię nauki!
Antek, znudzony, siedział w fotelu z miską suchych płatków i żuł je głośno, jakby to była jego praca.
– Nuuuda – stwierdził z pełną buzią. – Kiedy znowu będzie coś ciekawego?
Jakby na zawołanie do pokoju wszedł tata z tajemniczym uśmiechem i dużym pudłem.
– Skoro mowa o czymś ciekawym… – powiedział z teatralną miną. – Mam coś, co zmieni tę niedzielę na zawsze.
– To gra? Puzzle? Zestaw do wykopalisk? – Jakub podskoczył podekscytowany.
– To… – tata otworzył pudło – kamera video! Taka z czasów, kiedy nie było jeszcze smartfonów.
– Wow! – Julka aż wstała z podłogi. – A działa?
– Działa – uśmiechnął się tata. – I ma nawet kasetę w środku z nagraniem, na którym jestem… młody i z grzywką.
– Pokażcie! – zawołał Antek, już z nosem w obiektywie.
Rodzice podłączyli kamerę do telewizora, a dzieci zobaczyły roztrzęsiony obraz: tata grający na gitarze przy ognisku, mama z zupełnie inną fruzurą niż teraz, śmiech, krzywe ujęcia i przypadkowe zbliżenia na czyjeś kolana.
– To wygląda jak film z innej planety – szepnął Antek z podziwem.
– I wy możecie zrobić swój – powiedziała mama, wręczając kamerę Julce. – Wasz własny film. A wieczorem… wielka premiera w salonie.
Trójka rodzeństwa spojrzała na siebie z szerokimi oczami.
– Robimy film! – krzyknęli jednocześnie.
– Ja chcę być reżyserką! – ogłosiła Julka, zakładając na głowę kapelusz z tekturowej tuby. – I scenografką! I głosem zza kadru!
– Ja kręcę! – powiedział Jakub, unosząc kamerę jak relikwię. – Będę operatorem i twórcą efektów specjalnych. Może zrobię mini-wybuch z mąki.
– A ja… – Antek spojrzał na swoje odbicie w ekranie kamery – chcę być bohaterem! Takim, co skacze z kanapy i ratuje świat.
– Tylko bez łamania czegokolwiek – mruknęła Julka.
Zaczęły się przygotowania. Julka zbierała rekwizyty – szalik stał się magicznym portalem, stara kartka z zeszytu mapą, a miś w pelerynie czarnym charakterem.
Jakub konstruował „deszczownicę” – sitko i butelka z wodą, podwieszone nad krzesłem.
– To będzie scena deszczu! Tylko nie wiem, kto się zgodzi usiąść pod tym… – spojrzał się z uśmiechem na Antka.
– Ja! – zawołał Antek, który właśnie owijał się kocem jak superbohater. – Tylko potem dajcie mi ciepłej herbaty, dobrze?
W końcu ustalili: film będzie opowiadał o bohaterze, który gubi się w tajemniczym domu pełnym zagadek. Jego siostra (Julka) rusza mu na ratunek, a tajemniczy narrator (Jakub) objaśnia wszystko bardzo poważnym tonem, jak w filmach dokumentalnych. Tytuł roboczy: „Zagadka Zaginionego Brata”.
Pierwsza scena – dramatyczne wejście do pokoju.
– Uwaga… Kamera… Akcja! – zawołał Jakub.
Antek wpadł do pokoju, potknął się o pluszowego rekina i z hukiem runął na poduszki.
– I znowu… zostałem wciągnięty… przez tajemne siły! – jęknął teatralnie, a Julka ukryta za drzwiami szepnęła:
– Za bardzo!
Jakub nie przerwał nagrania.
– Obserwujemy dzikiego brata w jego naturalnym środowisku. Właśnie został schwytany przez… REKINOZABAWKĘ. – dodał głosem poważnego lektora.
Julka wbiegła do pokoju, rozrzucając szal na wszystkie strony.
– Przybywam z misją ratunkową! Mam mapę! Mam… smoczy kompas! – i podniosła kompas ze starego breloczka.
W tle Jakub włączył „deszczownicę” – Jakubowa mżawka lała się prosto na Antka.
– Ej, ale umowa była o herbacie! – zawołał Antek, wciąż leżąc na poduszkach.
– Cięcie! – krzyknęła Julka. – Musimy nagrać to jeszcze raz. Ale z większym dramatyzmem! I mniej deszczu, proszę.
Z każdą kolejną sceną film stawał się coraz bardziej szalony. Pluszaki mówiły ludzkimi głosami. Antek wspinał się na kanapę jak na górę lodową. Julka stworzyła jaskinię z koca i lampki nocnej. Jakub z pomocą mamy puszczał dym z garnka z wrzątkiem i lodem.
– Zbliżamy się do końca! – zapowiedział Antek, szczelnie owinięty w pelerynę. – Teraz musimy odkryć skarb.
– Skarb jest tam, gdzie nikt by się go nie spodziewał – szepnęła Julka z tajemnicą. – Pod łóżkiem rodziców!
– Tam już kiedyś zginęła moja skarpetka… To może być niebezpieczne – dodał Antek z powagą.
Gdy wszystko było gotowe, Jakub wypowiedział słowa, które wszyscy czekali usłyszeć:
– Mamy to. Film gotowy. Czas na premierę!
Film był gotowy. Kamera wyłączona. Bohaterowie lekko przemoczeni i przykurzeni, ale z minami zwycięzców.
– To było… epickie – podsumował Antek, poprawiając pelerynę z prześcieradła. – I mam wrażenie, że coś mi wpadło do ucha podczas tej sceny z garnkiem.
– To był kawałek popcornu z podłogi – odparł Jakub, przeglądając nagranie na ekranie kamery. – Ale wyglądało bardzo filmowo. Zostaje.
Julka zerknęła na scenopis, który bardziej przypominał kartkę z listą zakupów i rysunkiem kota-ziemniaka.
– Dobra, mamy wszystko. Finał, skarb, ratunek… Teraz czas na premierę!
Dzieci zamieniły salon w prawdziwe kino.
Julka zrobiła bilety z kartki z zeszytu.
– Proszę, oto państwa bilety. Dla mamy rząd A, miejsce 1. Dla taty – loża honorowa, czyli fotel z kocem.
Antek ułożył poduszki w dwa rzędy, a potem ogłosił:
– Każdy widz otrzymuje popcorn klasy premium. Wersja lekko przypalona, bo to nadaje charakteru.
Jakub zawiązał wokół szyi szalik i stanął przy telewizorze.
– Ja będę odpowiedzialny za technologię i projekcję. Jeżeli obraz zniknie, to znaczy, że przypadkiem wyłączyłem kamerę.
Rodzice przyszli punktualnie na seans, choć tata w kapciach i z herbatą w dłoni wyglądał bardziej jak krytyk filmowy z sąsiedztwa.
– Jesteśmy zaszczyceni, że możemy być pierwszymi widzami waszego dzieła – powiedziała mama z uśmiechem.
– Film nosi tytuł… – zaczął Jakub, ale Antek go wyprzedził:
– „Zagadka Zaginionego Brata: Edycja Ultimate”!
Julka wcisnęła przycisk play.
Pierwsze ujęcie – Antka potykającego się o rekina – wywołało salwę śmiechu. Potem dramatyczna muzyka zagrana na zabawkowym pianinie i Julka z poważną miną rzucająca zaklęcia.
Głos Jakuba zza kadru był pełen powagi:
– W tym domu nic nie jest tym, czym się wydaje. Ani kanapa… ani szafka na buty…
Scena z deszczownicą i Antkiem przemoczonym do suchej nitki wywołała głośne brawa.
– To było ryzykowne – szepnęła mama.
– Ale efektowne – dodał tata, chrupiąc popcorn.
W kulminacyjnej scenie Julka przeszukuje jaskinię skarbu pod łóżkiem i znajduje… kartkę z napisem:
„Popcorn + wybór filmu = nagroda”
– Skarb! – krzyczy Antek na ekranie, podskakując tak wysoko, że wypada z kadru.
Na ekranie kamera się kiwa, ujęcie się trzęsie, a potem nagle… wszystko się kończy.
– Koniec? – spytał tata.
– Tak. Nie mamy napisów końcowych, bo ktoś zjadł długopis – powiedziała Julka z lekkim wyrzutem, patrząc na Antka.
– Ale mamy nagrodę! – ogłosił Jakub.
Zza kanapy wyciągnęli pudełko podpisane: „Domowy Festiwal Filmowy – edycja specjalna”.
W środku – woreczki z popcornem, sok jabłkowy w butelkach i… karteczka z napisem „Dziś wybieracie film wieczoru!”
– No to… co wybieracie? – zapytała mama z uśmiechem.
– Hmmm… coś z dinozaurem, który gra w piłkę i rozwiązuje zagadki – powiedział Antek.
– To chyba nie istnieje – stwierdziła Julka.
– To może… my zrobimy kolejny film jutro? – zaproponował Jakub.
– Ale bez rekina i mąki – dodała szybko mama.
Wieczorem cała rodzina usiadła razem pod kocem i obejrzała wybrany film. Może nie było w nim rekina z pluszaka ani peleryny z koca, ale był popcorn, śmiech i mnóstwo ciepła.
Antek w połowie seansu zasnął, przytulając kamerę jak skarb. Julka szkicowała nową historię w swoim zeszycie, a Jakub rozrysowywał plan techniczny do… efektów burzy piaskowej z mąki i suszarki.
A rodzice? Siedzieli obok, dumni i uśmiechnięci, ciesząc się, że ich dzieci stworzyły coś wspólnie. Coś własnego. Coś niezapomnianego.



