Stół w salonie
Bajki o przygodach,  U Szymańskich

U Szymańskich – Noc pod stołem

Ulewa zaczęła się nagle. Jakby ktoś w niebie zapomniał zakręcić wielkiego kranu.

Deszcz bębnił o parapety, wiatr świstał, a niebo co chwilę rozdzierały błyski. W salonie Szymańskich zrobiło się ciemno, choć była dopiero szesnasta.

Julka siedziała na kanapie z poduszką pod brodą i wzdychała.

– Mieliśmy iść na rowery…

Jakub, który właśnie próbował rozplątać kabelki od słuchawek, rzucił:

– I tak byśmy się poślizgnęli na błocie. Albo wpadli do kałuży. Albo gorzej – wpadli do kałuży razem z mamą, bo by nas goniła z kurtką przeciwdeszczową.

Antek stał przy oknie, przyklejony do szyby jak plaster miodu.

– Fajne są burze – powiedział. – Wyobrażam sobie, że to bitwa chmur.

– A ja sobie wyobrażam, że się nudzimy – mruknęła Julka.

Jakub spojrzał na stół stojący na środku salonu.

– Gdybyśmy byli na wyprawie w lesie, moglibyśmy rozbić namiot.

– Albo chociaż schronienie pod skałą – podchwycił Antek. – Z patyków, liści i tego… no… jak to się nazywa? Ducha przygody!

Julka zmarszczyła brwi. A potem… spojrzała na stół.

– Chwileczkę.

Wstała i zaczęła mierzyć stół wzrokiem, jakby planowała remont.

– Czy my przypadkiem nie mamy najlepszego schronienia tuż obok?

Jakub też zerwał się z miejsca.

– Chcesz powiedzieć…

– …że robimy bazę pod stołem?! – dokończył Antek, już biegnąc po koce.

Nie minęło piętnaście minut, a salon zamienił się w plac budowy domowego biwaku.

Julka przewiesiła duży, granatowy koc przez stół i dach był gotowy. Boczne ściany zrobiła z poduszek i pufy. Antek wniósł latarkę, pluszowego dinozaura i krakersy.

– Trzeba się zabezpieczyć na noc – tłumaczył, pakując sucharki do plecaka. – I zabrać zapasowe skarpetki. Na wszelki wypadek.

Jakub zorganizował punkt techniczny – lampki choinkowe, stary telefon bez baterii i notatnik.

– Jesteśmy gotowi na każdą sytuację – powiedział dumnie.

Na szczycie stołu zawisła papierowa flaga z napisem:
OBOZOWISKO BURZOWE POD STOŁEM
z narysowaną błyskawicą i uśmiechniętą chmurą.

A gdy obóz był gotowy, dzieci wpełzły do środka.

– Ej, tu jest jak w namiocie! – zawołał Antek. – Nawet pachnie przygodą! I… skarpetkami.

– Cicho – powiedziała Julka. – Od teraz jesteśmy ekspedycją burzową. Trzeba zachować czujność.

Jakub spojrzał na światła mignięcia lampki.

– Opowiedzmy legendę.

– Jaką? – zapytał Antek z błyskiem w oku.

– O stworze… który żyje w szafie… – zaczął Jakub. – Pojawia się tylko podczas burzy. Z błotnistymi łapami i głosem szeleszczącego papieru toaletowego.

Antek aż zadrżał z zachwytu.

– Albo lepiej – dodał Julka – Niedźwiedź salonowy! Wędruje po dywanie. Szuka dzieci, które zbudowały za fajny obóz i… chce się do niego przyłączyć.

– Niedźwiedź to chyba dobry stwór – zauważył Antek. – Tylko głodny.

– Głodny… przytulania – dodała Julka, śmiejąc się.

Nagle za oknem zagrzmiało.

– Czas na zmianę warty – powiedział Jakub poważnie. – Kto pierwszy pilnuje obozu?

– Ja! – krzyknął Antek i wziął latarkę.

Usiadł przy wejściu do namiotu, z miną strażnika zamku.

W tym momencie zza zewnętrznej strony stołu dobiegło… mruknięcie.

– Co to było? – zapytał szeptem Antek.

– Pewnie wiatr – odpowiedział Jakub, choć sam lekko się cofnął.

– Albo… niedźwiedź salonowy? – wyszeptała Julka.

Drugi pomruk. Cichy. Niski. Bardzo niedźwiedziowaty.

Antek przytulił dinozaura.

– Ja nie żartuję – szepnął. – Coś tam JEST!

I wtedy… coś naprawdę się pojawiło.

Zza koca, który służył jako dach namiotu, dobiegło przeciągłe:
– Mrrruuuuuu…

Dzieci zamarły.

– To nie był wiatr – szepnął Jakub.

– To… to chyba niedźwiedź! – wyjąkał Antek i wsunął się głębiej pod poduszkę.

Julka usiadła wyprostowana, z latarką w dłoni.

– Musimy bronić obozu! Nikt nie wtoczy się tu bez naszej zgody! Nie poddamy się bez walki!

– Ale może się po prostu przyłączymy… do ucieczki? – zasugerował Antek.

I wtedy… pojawił się on.

Zza koca wychyliła się ogromna łapa, po chwili nos zrobiony z kapcia i głos, który był jednocześnie poważny i rozbawiony:

– Kto zakłóca mój spokój…?

– AAAAA! – wrzasnęli chórem Jakub, Julka i Antek, po czym wybuchnęli śmiechem.

– To ty?! – zawołał Jakub. – Tato, prawie zemdlałem ze strachu!

– Niedźwiedzie salonowe są bardzo przekonujące – odpowiedział tata, wpełzając pod stół. – A zwłaszcza, gdy wyczują krakersy…

Antek podał mu jednego z zapasów.

– Proszę, panie niedźwiedziu. Tylko proszę nie zjadać namiotu.

– Rozważę. – Tata chrupnął krakersa z powagą. – Ale pod jednym warunkiem: że zostanę przyjęty do ekspedycji.

Julka odchrząknęła i podniosła rękę jak kapitan.

– Dobrze. Oficjalnie ogłaszam cię członkiem załogi. Twoje stanowisko: Strażnik Chrapiących Legend.

– Czyli mogę drzemać i opowiadać bajki? – upewnił się tata.

– Dokładnie! – potwierdził Antek. – To najwyższy stopień wtajemniczenia.

Po chwili wszyscy leżeli już na podłodze pod stołem, oświetleni migoczącym światłem lampek.

Tata opowiedział historię o niedźwiedziu, który zamiast ryczeć, mruczał kołysanki i spał przy ognisku.

Julka opisała smoka, który zjadał tylko te skarpetki, które nie miały pary.

Jakub wymyślił potwora z kurzowych kłaczków – cichego, ale niebezpiecznie łaskotliwego.

Antek nie chciał być gorszy, więc opowiedział o czajniku, który syczał jak wąż i miał misję zagotowania wszystkich mórz świata.

W tle deszcz nadal bębnił o szyby, ale w środku było ciepło, przytulnie i bezpiecznie.

Po pewnym czasie z kuchni zajrzała mama.

– Ooo, czy to tu się odbywa słynna noc pod stołem?

– Tak, mamo! – zawołał Antek. – Mamy wszystko: latarki, opowieści, Strażnika Chrapiących Legend i bardzo niewygodne poduszki!

Mama przyniosła trzy kubki z ciepłym kakao i szepnęła:

– Jeśli chcecie, możecie dziś naprawdę tu spać. Macie najlepszy namiot w całym mieście.

– A co z kolacją? – spytał Jakub.

– Rano będą naleśniki. Z bitą śmietaną. Ale tylko dla tych, którzy wytrzymają noc w bazie bez uciekania na kanapę.

Julka podniosła rękę.

– Przysięgamy na smoczy ogon, że zostajemy tu do rana!

– I żadnych potworów się nie boimy – dodał Antek. – No, chyba że tych łaskoczących…

I tak zostali.

W śpiworach z koców, z lampkami migoczącymi jak gwiazdy pod sufitem stołu. W tle burza powoli cichła, a tata naprawdę zasnął z głową na poduszce i chrapał jak niedźwiedź, który zjadł za dużo krakersów.

Julka szeptnęła:

– Wiecie co? To chyba najfajniejsza noc w naszym salonie.

– Lepsza niż namiot w lesie – dodał Jakub.

Antek ziewnął.

– Bo tu są potwory… które się śmieją. I naleśniki rano.

A rano, kiedy słońce zajrzało do salonu, a dzieci jeszcze spały wtulone w siebie pod stołem, mama i tata stali nad nimi i szeptali:

– Może powinniśmy częściej robić takie noce?

– Zdecydowanie. Ale następnym razem… z grubszym materacem dla niedźwiedzia.

Jak podobała Ci się bajka? 🌟

Średnia ocena: 5 / 5. Liczba oddanych głosów: 20

Oddaj pierwszy głos!

Przykro nam, że bajka nie przypadła Ci do gustu 😟

Pomóż nam się poprawić 🚀

Powiedz, czego zabrakło Ci w tej bajce

Jestem założycielem bloga i autorem bajek na bajkidoczytania.online. Po latach tworzenia opowieści "do szuflady" zdecydowałem się regularnie publikować je na blogu. Mam nadzieję, że Ty i Twoje dziecko znajdziecie tu coś dla siebie :)

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Bajki dla dzieci do czytania | Darmowe bajki na dobranoc
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.