
U Szymańskich – Pranie w tarapatach
W domu Szymańskich wszystko działało jak zwykle. A to był pierwszy sygnał, że coś zaraz pójdzie nie tak.
Mama z samego rana zebrała kosz pełen prania i z triumfem postawiła go przy pralce.
– Dziś wielkie pranie. Kto zgadnie, ile skarpetek zniknie bez śladu?
– Na pewno wszystkie moje – westchnął Jakub. – One mają zdolność teleportacji.
– Albo ucieczki – dodał Antek. – Moja wczoraj próbowała wyskoczyć z szuflady.
Julka tylko pokręciła głową i zaczęła sortować ubrania z powagą godną dowódcy misji specjalnej. Białe tu, kolorowe tam, a rzeczy podejrzane o farbowanie – do osobnej kupki.
Pralka została załadowana, drzwi zamknięte, przycisk wciśnięty.
I wtedy…
BUUUM. BZZZ. KLUNK.
– Eee… – mama zmarszczyła brwi. – Ona zawsze tak brzmiała?
Pralka zawarczała jeszcze raz, zamyśliła się, po czym zamilkła.
– Może się obraziła – zaproponował Antek. – Ja też czasem przestaję działać, jak ktoś mnie oskarża o kradzież skarpetek.
Jakub przykucnął i przyłożył ucho do obudowy.
– Słyszę ciszę. To bardzo niepokojące.
Mama spróbowała jeszcze raz. Pralka drgnęła, zapiszczała i… nic.
– Chyba coś ją zablokowało. Sprawdzę to później z tatą – powiedziała. – A tymczasem…
Spojrzała na kosz, który wyglądał, jakby zaraz miał się przewrócić.
– Tymczasem mamy problem z praniem.
Kiedy mama wyszła do kuchni, dzieci zostały same z milczącą pralką.
– Słuchajcie – zaczął Antek ściszonym głosem. – Jeśli pralka nie działa, to znaczy, że porządek w domu jest zagrożony.
– To prawda – przyznała Julka. – A chaos zaczyna się zawsze od brudnych skarpetek.
Jakub podrapał się po głowie.
– Teoretycznie można… wyprać ręcznie.
Zapadła cisza.
– RĘCZNIE? – Antek zrobił wielkie oczy. – Jak w dawnych czasach?!
– Dokładnie – Julka wyprostowała się. – Ogłaszam Misję: Pranie w tarapatach.
Antek aż podskoczył.
– Juhu! Czy będą stanowiska? Bo ja chcę stanowisko!
– Oczywiście – powiedziała Julka. – Każda misja potrzebuje planu.
W łazience szybko zrobiło się tłoczno. Mama, widząc zapał dzieci, zgodziła się pod jednym warunkiem:
– Ostrożnie. Bez zalewania domu. I żadnych eksperymentów z pianą.
Jakub udawał, że nie słyszy ostatniej części i szybko zaczęli organizować stanowiska operacyjne.
– Ja będę dowódczynią – oznajmiła Julka. – Pilnuję kolejności i decyduję, co trafia do wody.
– Ja technikiem! – zawołał Jakub. – Odpowiadam za temperaturę, ilość proszku i mieszanie.
– A ja… – Antek wciągnął powietrze – siły specjalne! Do plam trudnych i bardzo brudnych!
W łazience pojawiły się miski, ręczniki i krzesło udające suszarnię. Pierwsze ubrania wylądowały w wodzie.
– Za dużo proszku! – zawołała Julka, gdy piana zaczęła wychodzić z miski.
– To kontrolowana piana! – bronił się Jakub. – Tak jest skuteczniej!
Antek z zapałem tarł koszulkę.
– Ta plama się podda! Czuję to!
Woda chlupnęła na podłogę.
– Uwaga! Zalew! – krzyknął Antek z radością.
– To nie jest zabawa wodna! – przypomniała Julka, choć sama zaczynała się śmiać.
Po chwili w całym domu rozwieszone były mokre skarpetki, koszulki i ręczniki. Dzieci patrzyły na efekty swojej pracy z dumą.
I wtedy Julka zmarszczyła brwi.
– Chwila… – powiedziała powoli. – Jakub, ile par skarpetek miałeś dziś wrzucić do prania?
– Trzy i pół – odpowiedział automatycznie.
– Trzy i pół?
– Jedna zawsze znika – wzruszył ramionami.
Julka spojrzała na rozwieszone pranie jeszcze raz.
– Bo ja widzę tylko jedną z tych niebieskich w paski.
Jakub zamarł.
– Niemożliwe…
Antek spojrzał na pralkę, która stała cicho i niewinnie w kącie.
– A co, jeśli… ona tam jest?
Wszyscy troje spojrzeli na siebie. Pralka wyglądała teraz zupełnie inaczej – nie jak maszyna, ale jak podejrzany obiekt. Milcząca. Niewzruszona. Potencjalnie… skarpetkożerna.
– Jeśli jedna skarpetka zaginęła – zaczęła Julka z napięciem – to znaczy, że może być w środku.
– Ale przecież drzwi są zamknięte! – zauważył Antek.
Jakub podszedł bliżej i wskazał mały, zakręcany otwór przy dolnej krawędzi pralki.
– To filtr. Tata kiedyś mówił, że tam czasem coś się zatrzymuje. Monety, guziki, drobne kawałki plastiku z kieszeni. I… – zawiesił głos – skarpetki?
– A jeśli to filtr zapchał się skarpetką i dlatego pralka się popsuła? – Julka spojrzała na rodzeństwo. – To byłaby największa domowa zagadka roku!
– I rozwiązujemy ją właśnie teraz! – zawołał Antek.
Z pomocą mamy i ręczników – tak na wszelki wypadek – Jakub ostrożnie odkręcił filtr. Z wnętrza wypłynęła odrobina wody i… wysypał się miniaturowy skarb:
– jeden guzik,
– dwie monety,
– i…
– O nie… – Jakub wyciągnął wilgotny, zrolowany kłębek materiału. Rozwinął go powoli. – Moja skarpetka. TA skarpetka!
– TA skarpetka, przez którą nasz domowy system prania legł w gruzach? – dodała dramatycznie Julka.
– Przez którą musieliśmy prać ręcznie całe przedpołudnie? – zapytał Antek.
– Przez którą… – Jakub spojrzał na swoją skarpetkę z mieszaniną winy i czułości – …odkryliśmy jak trudne jest życie bez pralki.
Mama zachichotała.
– No dobrze, teraz spróbujmy ponownie.
Załadowała ponownie bęben, wcisnęła przycisk i…
BZZZ… KLACK… WIIRRRRR…
– DZIAŁA! – krzyknęły dzieci.
Pralka szumiała jak nowa, a woda zaczęła wirująco tańczyć za szklanymi drzwiami. Dom znów był uratowany.
Późnym popołudniem wszystkie ręcznie wyprane ubrania suszyły się porozwieszane w całym domu. Julka przygotowała raport z misji, który zapisała w swoim notatniku.
– Zadanie zakończone sukcesem. System awaryjny wdrożony. Awaria zidentyfikowana. Sprawca: skarpetka Jakuba.
– To była tylko jedna skarpetka! – bronił się Jakub. – I nie zrobiła tego specjalnie.
– W takim razie – dodała mama – jest niewinna.
Antek uniósł skarpetkę na łyżce do zupy jak trofeum.
– Ogłaszam ją symbolem tej misji!
Wieczorem tata wrócił i usłyszał całą historię.
– Pralka, filtr, skarpetka… Przygoda jak z filmu sensacyjnego – zaśmiał się. – W takim razie… zasłużyliście na coś wyjątkowego.
Wyciągnął z plecaka dwa pudełka. W jednym: składniki na domowe gofry. W drugim: bita śmietana, owoce i słoik czekoladowej polewy.
Mama i tata śmiali się razem z dziećmi, patrząc, jak potrafią rozwiązać domowe problemy bez paniki, za to z masą wyobraźni, śmiechu i… piany na podłodze.
Tego wieczoru dom Szymańskich znów był cichy, pachniał goframi, a pralka mruczała w tle jak zadowolony kot.



