
Drużyna Asów – Piłka ręczna
Sala sportowa Szkoły Podstawowej nr 7 pachniała woskiem do podłogi i napięciem. Zamiast gwaru przerw i stukotu piłek, słychać było tylko krótkie oddechy – jakby każdy z uczestników dzisiejszego treningu wiedział, że kolejny dzień przyniesie coś większego.
Alan Tokarz stał przy linii bocznej, opierając się o ściankę, a obok niego rozgrzewali się Kajetan, Daria, Basia, Zośka, Igor i Maks – chłopak z klasy 5B, który dołączył do zespołu przed półfinałem. Mimo że był „gościem”, pasował do Asów jak ręka do rękawiczki.
Na środku boiska trener Wiktor Sawicki trzymał w dłoni piłkę do ręcznej – nieco większą od siatkarskiej – i machnął nią w powietrzu, by przykuć uwagę.
– Jutro finał – powiedział spokojnie. – Gracie siedmioosobowym składem: sześciu w polu plus Igor w bramce. Przypomnę zasady, żeby nie było potem zaskoczenia.
Wszyscy zamilkli. Nawet Kajetan.
– Podajemy, kozłujemy, rzucamy – ale tylko spoza pola bramkowego. Bramkarz ma swoją strefę, nie wolno jej przekraczać. Punkt zdobywa się za celny rzut do bramki. Nie można przepychać, ciągnąć za koszulkę ani blokować rękami. Faul – i przeciwnik dostaje rzut wolny.
– A jak długo trwa mecz? – zapytała Daria.
– Dwie połowy po dziesięć minut. Jeśli będzie remis – dogrywka. I pamiętajcie – fair play obowiązuje od pierwszego gwizdka. Gra bez fauli to gra z klasą. A za klasę można czasem dostać więcej niż za gola.
Alan skinął głową. Po meczu rugby wiedział już, że czasem podanie bywa ważniejsze niż bramka.
– No dobrze – trener uśmiechnął się. – Do jutra. I niech was nie zdekoncentrują trybuny.
Następnego dnia stadion „Wierzbowianka” wyglądał jak miniaturowa arena Ligi Mistrzów. Transparenty, fanfary, uczniowie z bębenkami, rodzice z termosami, czapki w barwach szkoły.
Na trybunie siedział nawet burmistrz z szalikiem „SP7 – Serce, Pasja, Gra”.
– Dobrze, że wziąłem drugą parę skarpet – mruknął Kajetan, stąpając po zielonej murawie przystosowanej do gry w ręczną. – Tu się będzie działo.
Drużyna Asów ustawiła się w linii – Alan, Basia, Zośka, Kajetan, Daria, Maks. Igor w bramce sprawdzał rękawice, a trener kucnął na boku boiska i ostatni raz przypomniał:
– Gra bez fauli to dziś ukryte zadanie bonusowe.
Po drugiej stronie boiska stali ich rywale: SP 6, czyli „Tygrysy” – wysocy, pewni siebie i, jak zauważyła Basia, wyjątkowo zgrani.
Pierwszy gwizdek.
Pierwsza połowa zaczęła się nerwowo. Tygrysy szybko wyszły na prowadzenie – 1:0, potem 2:0. Ale Asy nie zamierzały się poddawać. Alan przejął piłkę w środku pola, podał do Basi, ta do Darii – i nagle padła pierwsza bramka. Chwilę później Igor obronił rzut z bliska, a Maks wykorzystał kontratak. 2:2.
Jeszcze przed przerwą przeciwnicy znów trafili. Wynik 3:2 dla Tygrysów, ale napięcie rosło.
Druga połowa rozpoczęła się od widowiskowej akcji Basi i Zośki. Piłka powędrowała od Kajetana przez Darię, aż trafiła w ręce Zośki, która rzuciła idealnie pod poprzeczkę. Remis.
Kiedy Alan ruszył z kolejną akcją, po jego lewej stronie przeciwnik – chłopak z numerem 9 – poślizgnął się i upadł. Gdy sędzia nie przerwał gry, Alan miał przed sobą pustą drogę do bramki.
Zatrzymał się.
Spojrzał na leżącego chłopaka, który trzymał się za nogę.
– Igor! – krzyknął. – Pomóż mi go podnieść!
Asy zatrzymali grę. Daria przyniosła butelkę z wodą, Kajetan podał apteczkę trenerowi rywali. Basia pomogła zejść przeciwnikowi na ławkę. Trybuny zamarły – a potem wybuchły brawami.
Po chwili rozległ się głos z mikrofonu:
– Punkt Fair Play dla klasy 5A za wzorową postawę i przerwanie akcji w duchu sportowej troski. Szacunek dla Drużyny Asów!
Finałowa minuta. Wynik 5:5. Zośka i Igor wymieniają spojrzenia. Przeciwnik szykuje się do rzutu – ale Igor rzuca się w bok i broni!
Basia zbiera piłkę i posyła długie podanie do Kajetana. Ten robi jeden zwód, drugi… i wtedy dostrzega Alana, który biegnie lewym skrzydłem. Podanie. Alan łapie piłkę, skacze, rzuca.
Piłka uderza w siatkę. Gol!
Sędzia zagwizdał. Drużyna Asów zdobyła Puchar Burmistrza!
Na środku boiska burmistrz wręczył puchar Alanowi, a trener Wiktor ustawił obok tablicę z napisem:
„Wytrwałość rodzi sukces – ale to empatia nadaje mu sens.”
Drużyna ściskała się razem, Maks objął Igora, a Basia zapisała w swoim notatniku:
„Najlepszy mecz w moim życiu”
Na ławce rezerwowych chłopak z numerem 9 – już z opatrzoną kostką – uniósł kciuk w górę i uśmiechnął się do Alana.
I tego dnia, choć puchar był tylko jeden, Drużyna Asów wygrała dwa razy – mecz i szacunek.




