
Smoczy strażnik – 3: Szept z Klifów
Noc w krainie Aurum była inna niż gdziekolwiek indziej. Nie była cicha – szumiała, szeleściła, nuciła melodie niesione wiatrem. Kryształowe wodospady migotały jak latarnie, a niebo pełne gwiazd rozświetlało góry, lasy i doliny. Ale tej nocy Lumo nie spał.
Leżał na swoim legowisku, patrząc na gwiazdy przez szczelinę w skale. W myślach wciąż powtarzał wydarzenia z poprzednich dni: nieudana Próba, śmiechy innych smoków, litościwe spojrzenie Flavii. Chciał zasnąć. Chciał zapomnieć. Ale nie mógł.
I wtedy… coś usłyszał.
„Lumo…” – cichy głos, ledwie szept, jak powiew wiatru.
Usiadł gwałtownie, nasłuchując. Wokół cisza. Tylko wiatr ocierał się o skały. – Chyba mi się wydaje… – mruknął, kładąc się z powrotem.
„Lumo… przyjdź… Klify…”
Tym razem głos był wyraźniejszy. Lumo zerwał się na nogi, wpatrując się w mrok.
Z kąta legowiska wygramolił się Chlapek, ziewając szeroko. – Mmmm… co się dzieje? Czemu nie śpisz? – wymamrotał, przecierając oczy.
– Słyszałem coś – szepnął Lumo. – Ktoś mnie woła.
– Kto? – Chlapek ziewnął ponownie. – Jakiś głos w głowie?
– Nie wiem… ale mówił o Klifach.
Chlapek natychmiast wyprostował się. – Klifach? O nie, nie, nie… Klify to nie miejsce na nocne spacery! Tam nawet wiatr gada głupoty!
Ale Lumo nie słuchał. Wyjrzał z groty. Na horyzoncie majaczyła linia szarych skał – Szepczące Klify. W świetle księżyca wyglądały jak zastygłe w kamieniu smocze grzbiety. – Muszę tam iść – powiedział cicho.
– Lumo… – jęknął Chlapek. – To nie brzmi jak dobry pomysł.
– Muszę – powtórzył.
Rozpostarł skrzydła i wzbił się w powietrze. Chlapek westchnął. – No i pewnie znowu będę musiał iść za tobą… – burknął, podążając na swoich krótkich łapkach.
Ale po chwili zatrzymał się i zawołał: – Zaczekaj! Zabierz mnie! Jestem za mały na takie dystanse!
Lumo wrócił po niego, a Chlapek wdrapał się na jego grzbiet. – W porządku. Ale ostrzegam – powiedział Lumo – nie wrócę, dopóki nie dowiem się, kto mnie woła.
– A ja ostrzegam: jak się zgubimy, to ty tłumaczysz to Flavii! – mruknął Chlapek.
I polecieli.
Lot nocą miał w sobie coś magicznego. Świat pod nimi lśnił w srebrze i błękicie. Kryształowe jeziora odbijały księżyc, a lasy wyglądały jak ciemne morze. Lumo czuł chłód na skrzydłach, ale nie zwalniał. Zbliżał się do Klifów.
Im bliżej był, tym bardziej czuł… coś. Powietrze wydawało się gęstsze, dźwięki – cichsze. Wiatr świszczał w szczelinach skał, układając się w dziwne szepty.
– Nie podoba mi się to – powiedział Chlapek, chowając głowę za kolce Lumo. – Tu nawet echo brzmi jak zaklęcie.
Lumo wylądował na skalnej półce. Przed nim piętrzyły się Klify, ostre i poszarpane, z głębokimi pęknięciami, przez które wiał wiatr. To on szeptał. To on niósł głos.
„Umbren… Umbren…”
Lumo zadrżał. To imię… serce przyspieszyło mu rytm. Było w nim coś znajomego, choć nigdy wcześniej go nie słyszał.
– Słyszysz to? – zapytał Chlapek.
– Tak – odparł cicho Lumo.
– To wracajmy. Bo ja nie chcę słyszeć więcej.
Ale wtedy… zza jednej ze skał wyłoniła się postać.
Był wysoki. Jego skrzydła lśniły jak mgła rozświetlona księżycem. Łuski połyskiwały srebrzystym blaskiem. Oczy miał spokojne, głębokie, ale trudne do odczytania.
– Nie każdy smok odważyłby się przyjść tu nocą – odezwał się cicho, a jego głos brzmiał jak powiew.
Lumo cofnął się krok. – Kim… kim jesteś? – zapytał.
– Venturo – odparł tamten. – Strażnik wiatru.
Chlapek wychylił się zza Lumo. – Strażnik wiatru…? A ja myślałem, że to tylko legenda.
Venturo uśmiechnął się lekko. – Legendy często kryją więcej prawdy, niż chcemy przyznać.
Lumo uniósł głowę. – To ty mnie wołałeś?
Venturo pokręcił głową. – Nie, Lumo. Ale skoro tu jesteś… może to czas, żebym ci coś opowiedział.
Usiadł na kamieniu, patrząc na nocne niebo. – Usiądź – zaprosił spokojnie.
Lumo usiadł. Chlapek usadowił się obok, z ociąganiem, ale gotów słuchać.
– Dawno temu… – zaczął Venturo – smoki nie były jedynymi strażnikami tej krainy. Byli też inni. Czarodzieje. Współpracowaliśmy, tworzyliśmy. Ale jeden z nich… chciał więcej.
Lumo wstrzymał oddech. – Jak się nazywał? – zapytał cicho.
Venturo spojrzał na niego długo. – Nie pamiętam… – odparł łagodnie.
A wiatr znów zaszumiał, niosąc szept: „Umbren… Umbren…”
Lumo spojrzał na Venturo. – Nie słyszysz tego? – zapytał.
Venturo uśmiechnął się, ale w jego oczach pojawił się cień. – Nie. Nic nie słyszę.
A potem powstał. – Chodźmy. Noc nie jest miejscem na pytania, na które nie ma odpowiedzi.
Lumo wstał powoli, z trudem odrywając wzrok od klifów. „Nie słyszy?” – pomyślał. Był pewien, że głos brzmiał głośno i wyraźnie. Nawet Chlapek skinął głową, że słyszał. A jednak Venturo… tylko się uśmiechał, spokojny jak nocny wiatr.
Chlapek podszedł bliżej. – My naprawdę to słyszeliśmy… prawda, Lumo? – szepnął.
Lumo kiwnął głową, niepewny.
Venturo spojrzał na nich łagodnie. – Klify mają swoje szepty – powiedział cicho. – Czasem słyszymy w nich to, co chcemy. Czasem to, czego się boimy. A czasem… coś, czego jeszcze nie rozumiemy.
Rozłożył skrzydła. – Chodźmy, zanim wiatr zawiąże nam myśli na supeł.
Lumo ruszył za nim, choć czuł ciężar w piersi. Szli wzdłuż krawędzi klifów, pod rozgwieżdżonym niebem. Wiatr plątał im ogony, a kamienie zgrzytały pod łapami. Gdzieś daleko zagrzmiało, chociaż niebo było czyste.
– Venturo… – odezwał się Lumo niepewnie. – Ten czarodziej… o którym mówiłeś… to on stworzył tę krainę?
Venturo uśmiechnął się zagadkowo. – Był jednym z tych, którzy ją współtworzyli. Ale chciał więcej. Chciał zrozumieć wszystko. A kiedy nie dostał odpowiedzi… zaczął szukać jej sam. Tam, gdzie nie powinien.
Chlapek przyspieszył kroku i szeptał do Lumo: – Wiedziałem! Każdy, kto chce wiedzieć wszystko, kończy z czarną peleryną i śmiechem w złej tonacji.
Venturo spojrzał na nich z ukosa, jakby słyszał każdy ich szept, ale nic nie powiedział.
– A… czy on wróci? – zapytał Lumo, czując dreszcz.
Venturo zatrzymał się. Spojrzał w noc. – Nie wszystko, co odeszło, zostaje za nami – odparł spokojnie. – Ale nie wszystko, co wraca, jest tym samym, co odeszło.
Lumo próbował zrozumieć te słowa, ale poczuł tylko, jak wiatr przeszywa mu skrzydła chłodem.
Wkrótce dotarli na krawędź klifów, skąd rozciągał się widok na całą dolinę. Miasto Cytadela jaśniało w oddali niczym gwiazda. Venturo zatrzymał się i spojrzał w dół.
– To miejsce ma pamięć – powiedział cicho. – Każdy szept to historia. Każdy powiew niesie dawne imię.
Odwrócił się do Lumo. – Ale ty… słyszysz więcej niż inni.
Lumo zmarszczył brwi. – Dlaczego?
Venturo tylko uśmiechnął się, a jego oczy zabłysły tajemniczo. – Kiedyś to zrozumiesz.
Rozłożył skrzydła i uniósł się w powietrze. Lumo zrobił to samo, a Chlapek chwycił się jego grzbietu mocno.
– Wracamy? – zapytał Chlapek z ulgą.
– Wracamy – odparł Lumo, choć serce wciąż dudniło mu w piersi.
Lot powrotny był cichy. Wiatr tylko lekko kołysał ich skrzydła, jakby śpiewał kołysankę. Ale w uchu Lumo znów zabrzmiał szept.
„Umbren…”
Zadrżał. Spojrzał na Venturo lecącego kawałek przed nim.
Venturo nie odwrócił głowy. Ale przez chwilę… Lumo był pewien, że starszy smok też słyszy.
Rankiem, gdy wrócili do Cytadeli, przy wejściu do groty czekała Flavia. – Gdzie byłeś? – zapytała, zaniepokojona.
Lumo patrzył na nią długo. – U Klifów – odpowiedział. – Słyszałem… głos.
Flavia zmarszczyła brwi. – Głos?
Lumo skinął głową. – Szeptał… „Umbren”…
Na dźwięk tego imienia Flavia zamilkła. Spojrzała na niego uważnie. – Nie idź tam więcej – powiedziała cicho. – Obiecaj.
Lumo nie odpowiedział. Spojrzał na niebo, gdzie poranne chmury układały się w smocze skrzydła.
Chlapek przeciągnął się i ziewnął. – A ja obiecuję, że następnym razem zabierzemy kanapki. Bo nocne przygody bez jedzenia są przereklamowane.
Lumo uśmiechnął się lekko, ale w jego oczach wciąż tliła się zagadka.
A gdzieś na wieży Cytadeli stał Venturo, patrząc w stronę Klifów. – Nie każdy szept to tylko wiatr – mruknął cicho. – I nie każdy płomień gaśnie, zanim wybuchnie.
I odwrócił się, znikając w blasku wschodzącego słońca.
🚀 To już koniec tej historii… ale to nie koniec przygód!
📖 Podobała Ci się ta bajka? W moich e-bookach znajdziesz wciągające przygody, niezwykłych bohaterów i opowieści, które rozpalą wyobraźnię Twojego dziecka. ✨ Odkryj pełną smoków i odwagi opowieść o Księżniczce Aleksandrze lub rusz w kosmiczną misję z Kosmicznymi Dzieciakami!
💛 Kupując e-booka, wspierasz moją twórczość i pomagasz mi dalej tworzyć darmowe bajki dla wszystkich! Dzięki temu ten blog może istnieć i dostarczać radość dzieciom każdego dnia.
📚 Kup e-booka tutajDziękuję, że jesteś częścią tej bajkowej podróży! 🌟✨

